nie pamiętasz hasła?
temperatura 3 °C
wilgotność 60%
Dziś są imieniny: Anastazego, Wincentego, Gaudentego
×

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies

Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Używamy ich w celach reklamowych i statystycznych a także po to, by dostosować nasze witryny dla indywidualnych potrzeb naszych czytelników i użytkowników. Plików cookie mogą też używać nasi partnerzy, reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy multimediów. Może zmienić ustawiania dotyczące plików cookies na Twojej przeglądarce. Korzystanie z serwisów bez dokonania zmiany oznacza, że pliki COOKIES będą zapisywane w pamięci twojego komputera lub innego urządzenie, z którego korzystasz do przeglądania witryn internetowych. Więcej informacji na temat cookies znajdziesz w naszej polityce prywatności.

Nie grozi mi gilotyna

dodano: 2011-05-22 09:54:02, ostatnia aktualizacja: 2011-05-22 11:08:47
autor: Mariusz Strzępek

Sprawa tomaszowianina, Roberta Frycza znanego w środowisku internautów, jako Acid Burn, nabiera rozpędu. 25- latek prawie rok temu stworzył witrynę antykomor.pl. Jaka była jej tematyka, łatwo się domyśleć. Poświęcono ją w całości różnego rodzaju wpadkom prezydenta Bronisława Komorowskiego. Słowo „była” jest tu jak najbardziej adekwatne, ponieważ wczoraj zniknęła całkowicie z globalnej sieci. Stało się tak za sprawą wizyty, jaką w środę o godzinie 6 rano złożyło młodemu tomaszowianinowi 8 funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Policji. Ta mała „armia”, dowodzona przez podpułkownika ABW, zjawiła się, by dokonać przeszukania w mieszkaniu, w którym mieszka z rodzicami twórca „antykomora”. Zabezpieczono laptop i kilka twardych dysków.

 

- Stałeś się sensacją dnia. Od rana wszystkie stacje telewizyjne informują o rewizji, jaką przeprowadziło w twoim domu ABW. Wszystko dlatego, ze stworzyłeś i prowadziłeś stronę antykomor.pl
To prawda, jestem jedynym autorem tej strony. „Antykomor” to ja, mimo, że na stronie napisałem, ż jesteśmy grupą ludzi. Zrobiłem taką „zmyłkę taktyczną”, bym nie czuł się sam w prowadzeniu tej strony. Zgłaszali się różni ludzie i oferowali wsparcie. Ja oczywiście odmawiałem, bo przecież nie będę brał od ludzi pieniędzy…
 
- Jak długo ta strona „wisi” już w Internecie?
Strona zaczęła istnieć tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich. Już wcześniej prezydentowi Komorowskiemu zdarzały się wpadki, więc zachęcony tym co robi sam kandydat i twórcy jago strony internetowej postanowiłem stworzyć witrynę dokumentujące te incydenty. Drugim powodem było to, że irytowało mnie zachowanie ludzi w polskim Internecie. Te wszystkie animozje. Ten z PiSu więc pewnie „moher” tamten z PO, to z pewnością „bolszewik”. Jak ma być u nas dobrze, skoro ludzie mający w wielu punktach zbieżne poglądy nie potrafią dojść ze sobą do porozumienia. Chciałem też pokazać, że przez 4 lata kadencji Lecha Kaczyńskiego strona „spieprzajdziadu.com” nikomu nie przeszkadzała. Jej autor nie miał wizyty ABW, czy Policji, gdyby taka miała miejsce podniosłoby się oda razu wielkie larum. Mówiłoby się, ze PiS cenzuruje Internet. Strona, o której mówię zawierała treści ewidentnie szkalujące Lecha Kaczyńskiego. Zniknęła dopiero po katastrofie smoleńskiej.
 
- Protestujesz, ale równocześnie sam wpisujesz się w ten konflikt.
Wszedłem do tej rzeki, do tego szamba, bo to wszystko trzeba powiedzieć perfumerią nie jest.
 
- Nie boisz się, że w nim utoniesz?
Boję się by mnie nie wciągnęło. Po raz pierwszy jestem w tak poważnej sytuacji i będę starał się ważyć każde wypowiedziane słowo. Co prawda uważam, że tylko winni się tłumaczą, ale jednak chciałbym wszystkim wyjaśnić motywy swojego działania. Nie było moim zamiarem celowe i wulgarne obrażanie Prezydenta, bo to jest także mój prezydent, mimo, że na niego nie głosowałem. Jest to pierwsza osoba w mojej ojczyźnie, więc nigdy nie pozwoliłbym sobie na zamieszczanie treści, które jednoznacznie kojarzyłyby się z ubliżaniem.
 
- To jakiego rodzaju treści publikowałeś?
Były to w zasadzie trzy moduły. Pierwszy to wiadomości, czyli informacje pochodzące z innych stron internetowych np. Onetu, czy TVN np. „Prezydent zabrał szklankę królowej Szwecji”.  Sucha informacja plus mały satyryczny, może nieco uszczypliwy, komentarzyk. Nic wulgarnego. Irytowało mnie to w przypadku Lecha Kaczyńskiego, wiec postanowiłem, ze pokażę drugiej stronie jak to jest. Mam świadomość, że postępując w taki sposób w pewnym sensie stałem się podobnym osobom, które krytykowałem.
 
- Upozycjonowałeś się w konkretnym miejscu
Na internetowym pozycjonowaniu trochę się znam. Antykomor figurował na górnych pozycjach w Google. Przez chwilę wyprzedzał nawet stronę Prezydent.pl. Każdy kto wpisał w wyszukiwarkę Bronisław Komorowski musiał trafić na moja stronę. Odwiedzało ją dziennie 400 osób.
 
- Wiem, że na stronie można było zagrać w gry
Ktoś do mnie napisał, ze może takie gierki stworzyć i że doskonale będą wpisywać się w charakter serwisu, więc pomyślałem: dlaczego nie? Były gry na Sarkozy’ego, Busha
 
- Clintona…
Czasem niewybredne i z seksem związane. Nasze gry były raczej śmieszne. Każdy lubi sobie popstrykać myszką i postrzelać.
 
- Nazwy „Komor killer”, czy „Komor szooter” są dosyć jednoznaczne.
„Komor szooter” powstał na fali popularności „Komor killera”. Polegała na strzelaniu do „Komora” w trakcie zaprzysiężenia i nie trafieniu pierwszej damy, ponieważ, jak napisałem na stronie, kaszaloty to gatunek zagrożony wyginięciem.  Osobiście nie mam nic do kobiety. Wygląda jak wygląda. Rzeczywistość została nieco przejaskrawiona i przedstawiona w satyrycznym kontekście.
 
- Nie lubisz Platformy Obywatelskiej?
Nie to, że nie lubię. Po prostu są rzeczy, z  którymi się zgadzam i takie, z którym się zgodzić nie mogę. Mam inny pogląd, co jest chyba naturalne. Tak samo mam z zresztą z PiSem. Podoba mi się, co mówi pan Janusz Korwin Mikke.
 
- Wróćmy do Twojej strony internetowej. Została ona potraktowana bardzo poważnie. Wizytę o 6 rano składa się członkom zorganizowanych grup przestępczych.
Byłem zszokowany całą sytuacją. Podejrzewałem różne rzeczy. Dopiero jak funkcjonariusz ABW pokazał mi nakaz przeszukania podpisany przez panią prokurator zrozumiałem o co chodzi. Nie przypuszczałem, że ABW zajmie się jakimś studencikiem, który zamieszcza fotografie w Internecie. Myślałem, że zajmują się terrorystami, handlarza mi bronią, narkotykami itd. Czy ja w jakikolwiek sposób zagrażam bezpieczeństwu wewnętrznemu kraju?
 
- Co ci zabezpieczono, jako „narzędzie popełnienia przestępstwa”?
Mojego laptopa i kilka twardych dysków. Próbowano też zatrzymać służbowy laptop ojca. Zdecydowanie zaprotestowaliśmy. Zresztą oni sprawdzili komputer ojca na miejscu, ponieważ przyszło do nas 3 informatyków, trzech funkcjonariuszy ABW i dwóch policjantów.
 
- Ilu??
Wszyscy oczywiście byli uzbrojeni. A jeden z panów z ABW, wyglądał tak, że rzeczywiście mógł budzić szacunek.  Dwa metry wzrostu, szerokie barki… jak faceta zobaczyłem w drzwiach, ochota na wszelki opór od razu mi odeszła. W końcu okazał się niezwykle sympatyczną osobą w randze podpułkownika.
 
- Ho, ho, nie byle kto…
Najniżsi rangą byli chyba ci informatycy. Wszyscy byli bardzo uprzejmi.
 
- Jak się czułeś, kiedy robiono to przeszukanie?
Jak można się czuć. Zbliża się sesja na uczelni. Miałem tam wszystkie notatki, e-booki i materiały do dwóch poważnych egzaminów. Nie pozostaje nic innego, jak liczyć na życzliwość znajomych. Na dysku miałem tez strony internetowe klientów.  Byliśmy w domu wszyscy i nikogo nie chciano wypuścić. Siostra musiała jechać do pracy, podobnie ojciec.
 
- Nie boisz się, że ktoś sytuację, w której się znalazłeś spróbuje wykorzystać do własnych celów? Mamy wkrótce wybory parlamentarne.
Myślę, ze dzisiejsza opozycja wykorzysta ten fakt. Proszę bardzo, mamy tu pierwsza stronę internetową, która z przyczyn politycznych zostanie zamknięta. Wolność słowa jest ograniczana. Wiem, że takich wystąpień można się spodziewać, ze strony opozycji, która stara się wykorzystać każde potknięcie.
 
- Czujesz się jak XVIII wieczny pamflecista?
Chyba tak. Zmieniła się data i trochę metody.
 
- Przypominam sobie, że to nie jest pierwszy Twój problem dotyczący gry internetowej…
W czasach liceum podejrzewano mnie o wyprodukowanie gry, w której tak jak dzisiaj do Komorowskiego, strzelało się do mojej nauczycielki od fizyki. Sprawca nie został wykryty i sprawę umorzono.
 
- Czy ta sprawa wyleczyła cię z antykomoryzmu?
Na pewno na dzień dzisiaj złagodziłbym zdecydowanie swoje wypowiedzi.
 

Możliwość komentowania wygasła

dodaj artykuł dodaj fotoreportaż
szukaj w artykułach
zobacz również
^ do góry